home | kontakt | ...

Archiwum kategorii ‘słowotok pozytywny’

A psikkkkk.

31. sie 2010

Nieźle się zaprawiłem. Jeszcze nie tak dawno alergia nie dawała za wygraną, a teraz jakieś podejrzane przeziębienie mnie dopadło. W efekcie mam oficjalne ZUS ZLA zwane potocznie L4. Tym razem postanowiłem zabrać się za siebie i porządnie wyleczyć do końca. Koniec z OTC na bazie paracetamolu ze śladową ilością pseudoefedryny. Na horyzoncie dobre krople do nosa, duża dawka rutyny i kwasu askorbinowego, ziołowe leki udrażniające zatoki, syrop z babki i na dokładkę antybiotyk. Zestaw marzeń, żeby tylko okazał się skuteczny.

Prosi się zapytać, a może budyń do tego? Otóż właśnie mam pod ręką Liptonowego dużego kubasa pełnego czekoladowego budyniu ;)) Budyń pychota, ale mam odrobinę traumatycznych wspomnień z dużymi Liptonami ;)))))

Zdrówka dla Was! Nie tylko od urodzinowego święta, Kroolewno! :)


Powiew nowości.

25. lip 2010

Z ogromnym poślizgiem, ale udało się. Nowa – chociaż bardziej pasuje tutaj zapgrejtowana – grafika, nowy layout i… nowy system komentowania wpisów na blogu. Już od dłuższego czasu zbierałem się do wprowadzenia kilku zmian, jak widać, udało się. Zdecydowałem się połączyć komentarze z Facebookiem, dobry krok? Myślę że tak, skoro już nawet Siostra Redaktorka posiada tam konto, to chyba można powiedzieć że cały świat JUŻ jest na FB ;))

Pobyt w Dusseldorf’ie zakończył się szybciej niż myślałem. Nie żebym przebookował bilet powrotny, ale po prostu każdy dzień spędzałem aktywnie. Tydzień wolnego tylko teoretycznie wydaje się długi, stąd takie ‘skrupulatnie’ wyliczone plany. Chociaż i tak zabrakło mi dwóch dni na załatwienie wszystkich spraw, to mam nadzieję, że uda się wygospodarować trochę wolnego na jesieni, bo jak widać atrakcji nie brakuje ;))) Polonia się bawi, a u nas coraz trudniej o naprawdę udaną imprezę ;))) Zresztą dostałem już na e-maila ofertę jesiennych lotów Lufthansy, nie wspomnę już o konieczności przelotu dwunastu odcinków, by utrzymać status w Miles&More. Uwielbiam te wszystkie kruczki i drobny druk w każdym programie lojalnościowym. Już nie chodzi o koszt przelotów, ale jeszcze chwila i zabraknie miejsc na Ziemi, żeby tylko zachować miano Frequent Flyer’a.

Aaaa zupełnie zapomniałem, Aguś nie tylko Ty masz pod nosem Pradę! Przechodząc od Gucci’ego do Marca Jacobs’a natknąłem się na saless w Diabelskim Przybytku ;) No cóż, nie było nic ciekawego, więc podążyłem dalej na pyszne grande lattee do Bucks’a :PP Ewentualnie może skorzystam z tych jesiennych ofert i wybiorę się porównać niemiecką Pradę z tą hiszpańską :) hahaha

Ale skoro już jesteśmy przy zakupach, to z ciężkim sercem przyznam rację, że Polska oraz polscy konsumenci są traktowani jak klient drugiej kategorii. Nie dość że oferta w porównaniu z tą samą siecią sprzedaży na zachodzie jest okrojona, to przeliczając cenę sprzedaży po nawet najmniej optymistycznym kursie wymiany walut, nie otrzymamy polskiej ceny. Prosty przykład, wyprzedaż w C&A w Dusseldorf’ie oraz sale w C&A w Silesii. Niemiecki oddział oferuje grupę asortymentową w stałej przecenie 19.90 na 9.90 EUR, u nas ta sama rzecz już 99 na 59 zł. Trochę przykre, nadal pozostaniemy Europą Środkowo-wschodnią, nie zmieni tego żadna dyrektywa unijna. Nie pozostaje nam nic innego jak korzystać z otwartych granic i swobodnie podróżować na zachód w celach… nabywczych :) Chyba że ktoś lubi przepłacać, wtedy niech siedzi na swoim :))


zeroczteryzerosiedem

4. lip 2010

Za oceanem Dzień Niepodległości 4. Lipca. Amerykanie świętują każdego roku ogłoszenie deklaracji niepodległości Stanów Zjednoczonych od Wielkiej Brytanii. Jakby nie patrzeć mają okazję do radości. Mam nadzieję, że dzisiaj po godzinie20.00 także będziemy mogli powiedzieć, że 4 lipca jest szczęśliwym dniem.

Jeżeli jeszcze nie oddałeś/nie oddałaś swojego głosu, nie zastanawiaj się! Nie ważne są Twoje poglądy polityczne, najważniejsza jest frekwencja! Dzięki frekwencji wyniki każdych wyborów są bardziej miarodajne, bardziej wiarygodne. Dlatego…

LogoGdziekolwiekkwadratowe

Słyszałem, że nowa Kelis może być obciachowa. Że skomercjalizowała się, poszła na łatwiznę żeby tylko sprzedać materiał. Podobno ‘Flesh Tone’ jest jej najgorszym albumem w dorobku. No cóż, każdy ma prawo do własnej oceny, dobrej lub złej. Także byłem sceptycznie nastawiony do tej płyty, ale z każdym kolejnym podejściem coraz bardziej mi się podoba. Oczywiście cała płyta, ponieważ album jest tak zmiksowany, że najlepiej przesłuchać od przysłowiowej deski do deski, niż losowo wybierać utwory. Dzięki temu mamy do dyspozycji ponad 40 minut świetnej muzyki.


Women Power!

28. lut 2010

Miniony tydzień, do samego końca, do ostatniej minuty, był pod znakiem kobiet. A czy to miało jakiś związek z „mądrością ludową”, która przestrzega przed wizytą czy spotkaniem właśnie na jego początku, to nie wiem. Mogę jedynie powiedzieć, że w każdym dniu wydarzenia koncentrowały się wokół właśnie kobiety. Czy to dobrze, czy to źle? Z perspektywy tych siedmiu dni powiem, że dzięki tym wspaniałym Paniom tydzień okazał się bardzo udany. Bo w końcu, to kobiety rządzą tym światem. I niech tak pozostanie ;)

Dobrej nocy, dla wszystkich i równie udanego tygodnia życzę. Baa, żeby cały miesiąc był tak udany!


Mówcie mi Rudolph.

9. lis 2009

Mglisto za oknem, już ledwo widać sąsiadów – może to jednak dobrze, bo często zdarza mi się zapomnieć zasłonić okna ;) Co jak co, ale listopad jakiś marcowy w tym roku. Temperatura na plusie, deszczowo, mgły. Nie mam(y) powodów do narzekań, najważniejsze że nie ma tego białego, którego-nazwy-nie-wolno-wymieniać ;)

Nie jest tajemnicą, że jednym z wielu sposobów zapobiegania „seasonal autumn disorder” (celowo unikam słowa depresja) jest kąpiel słoneczna. Ale jak zażyć takiej kąpieli, gdy chmury zniżyły się do poziomu parteru? Tak, tak, dobrze kombinujecie ;) Uprzedzam że nie chodzi mi o egzotyczne wyjazdy, zagraniczne wojaże w tropiki. Taki wyjazd, gdy amplituda temperatur przekracza 15 st. C, jest zabójstwem dla naszego organizmu. Na szczęście to nie mój problem.
Otóż można zanurzyć ciało w cieplutkim świetle UV. Białe światło doskonale sprawdza się w taką pogodę jak dzisiaj. Poprawia się funkcjonowanie organizmu,  polepsza się nastrój, wspomniana depr… „seasonal autumn disorder” odchodzi w zapomnienie, krążenie się podnosi, czyli same pozytywy. Stajemy się bardziej radośni, dodatnio nastawieni do życia. A jak! ;)
O syntezie cholekalcyferolu nie wspominam, bo to sprawa oczywista, hehe. Biochemia wraca jak boomerang.

Skutki uboczne takich kąpieli? Hmm, opalenizna? Oczywiście przy odpowiednim umiarze, nic nie szkodzi, ale… tak jakoś przypomniała mi się ta piosenka :D


Dzień Troski o Samochód.

2. lis 2009

Dobrze, że dzisiaj nie mamy 22. września (Europejski Dzień Bez Samochodu – przyp. wł.), bo nieźle bym oberwał. A to za sprawą mojego własnego Dnia Troski o Samochód ;)) Dzisiaj kompleksowo, od samego rana – wymiana opon (w tym sezonie lepiej dmuchać na zimne i wymienić je PRZED zimą, astronomiczną), wymiana oleju (by lepiej biegały, konie, te mechaniczne), uzupełnienie płynów różnej maści. Trochę dużo jak na jeden dzień, ale to i tak sukces, ponieważ te wszystkie sprawy kumulowały się już od naprawdę dłuższego czasu. Na jutro zostały zabiegi czysto kosmetyczne: myjnia oraz „konserwacja powierzchni płaskich” we wnętrzu (bagażnik!!!). A kiedyś Ktoś mnie pochwalił (czy może nawet był zdziwiony!?) za stan czystości, nadczystości, wnętrza. Najważniejsze, że jeszcze można wejść i wyjść o własnych siłach :P

Na koniec zafunduję sobie waniliowe Wunderbaum i będzie pięknieeeeee ;P hahahahha

PS: Czy ktoś się spodziewał, że kupię płytę Hey’a? Hmm. Tak, to prawda ;)


Psikus albo cukierek. Happy Halloween!

31. paź 2009
Czy to Ty, czy to Ja!? Nie chodzi mi o film z bliźniaczkami Olsen. Raczej o mnie samego, bo nie poznaję siebie. Każego dnia dzieje się tyle nowych rzeczy, którymi chciałbym się z Wami podzielić – tutaj. Gdy tylko znajdę chwilę by przelać wspomnienia na klawiaturę, większa część z nich wyparowuje i znika jak eter. Poprostu rozpływa się i odlatuje w nicość. Jakaś dobra rada? Zapewne „zawiąż sobie supełek, by nie zapomnieć”, ale ja nie mam trąby jak słoń trąbalski ;) No cóż, jeżeli niefarmakologiczne sposoby zawodzą, czas zastosować farmakologiczne metody. Goshh, w tym wieku przyjmować miłorząb? Noo i ten drugi, no ten w czerwonej buteleczce.. :P Pozostawmy to bez komentarza. Heh
Ostatni dzień października, czyli strachy na lachy. Jeszcze, podkreślam: jeszcze, nie tak wypromowane jak na zachodzie, ale powoli zdobywające sympatyków „święto”. Halloween, bo o nim mowa, to świetna okazja na dobrą zabawę, okazja by podładować akumulatorki. Zwłaszcza w trakcie takich szaro-burych, październikowo-listopadowych dni. Impreza? Super sprawa, ale tylko pod warunkiem, że zaskoczysz wszystkich oryginalnym przebraniem. Ooo tak! Halloween słynie z ciekawych i naprawdę zapierających dech w piersiach przebraniach. Już nie wystarczy tylko założyć sztuczne kły, wypudrować na biało twarz i podkreślić czerwoną pomadką kąciki ust. Najlepiej samemu przygotować projekt stroju, znaleźć odpowiednie dodatki. Oryginalność i kreatywność, to zwycięska para w każdej dyscyplinie. Przypomniała mi się scena z kinowej wersji SATC, gdzie Miranda przechadzają się po sklepie mówi Carrie, że jedyny wybór przebrania dla kobiet, to czarownica lub seksowna kocica. Chyba jest w tym trochę racji, zamiast zlewać się z otoczeniem, lepiej zdać się na własną inwencję ;)
Skoro już delikatnie balansuję na przełomie miesięcy, to trudno nie wspomnieć o Święcie Zmarłych. Pamiętajcie o zmarłych. Nie ważne czy jesteście katolikami, wyznajecie judaizm, czy kochacie buddyzm. Tych, którzy odeszli już nie spotkacie i warto choćby ten jeden dzień poświęcić, zatrzymać się i pomyśleć o Nich ciepło.
A za równe sześć tygodni? Piękne, wykwintne, akustyczne spotkanie z pewną polską artystką ;))

Czy to Ty, czy to Ja!? Nie chodzi mi o film z bliźniaczkami Olsen. Raczej o mnie samego, bo nie poznaję siebie. Każego dnia dzieje się tyle nowych rzeczy, którymi chciałbym się z Wami podzielić – tutaj. Gdy tylko znajdę chwilę by przelać wspomnienia na klawiaturę, większa część z nich wyparowuje i znika jak eter. Po prostu rozpływa się i odlatuje w nicość. Jakaś dobra rada? Zapewne „zawiąż sobie supełek, by nie zapomnieć”, ale ja nie mam trąby jak słoń trąbalski ;) No cóż, jeżeli niefarmakologiczne sposoby zawodzą, czas zastosować farmakologiczne metody. Goshh, w tym wieku przyjmować miłorząb? Noo i ten drugi, no ten w czerwonej buteleczce.. :P Pozostawmy to bez komentarza. Heh

Ostatni dzień października, czyli strachy na lachy. Jeszcze, podkreślam: jeszcze, nie tak wypromowane jak na zachodzie, ale powoli zdobywające sympatyków „święto”. Halloween, bo o nim mowa, to świetna okazja na dobrą zabawę, okazja by podładować akumulatorki. Zwłaszcza w trakcie takich szaro-burych, październikowo-listopadowych dni. Impreza? Super sprawa, ale tylko pod warunkiem, że zaskoczysz wszystkich oryginalnym przebraniem. Ooo tak! Halloween słynie z ciekawych i naprawdę zapierających dech w piersiach strojach. Już nie wystarczy tylko założyć sztuczne kły, wypudrować na biało twarz i podkreślić czerwoną pomadką kąciki ust. Najlepiej samemu przygotować projekt stroju, znaleźć odpowiednie dodatki. Oryginalność i kreatywność, to zwycięska para w każdej dyscyplinie. Przypomniała mi się scena z kinowej wersji SATC, gdzie Miranda przechadzają się po sklepie mówi Carrie, że jedyny wybór przebrania dla kobiet, to czarownica lub seksowna kocica. Chyba jest w tym trochę racji, zamiast zlewać się z otoczeniem, lepiej zdać się na własną inwencję ;)

Skoro już delikatnie balansuję na przełomie miesięcy, to trudno nie wspomnieć o Święcie Zmarłych. Pamiętajcie o zmarłych. Nie ważne czy jesteście katolikami, wyznajecie judaizm, czy kochacie buddyzm. Tych, którzy odeszli już nie spotkacie i warto choćby ten jeden dzień poświęcić, zatrzymać się i pomyśleć o Nich ciepło.

A za równe sześć tygodni? Piękne, wykwintne, akustyczne spotkanie z pewną polską artystką ;))


Jestem zadowolony. Po prostu.

19. paź 2009

Pomimo tego że mijający tydzień obfitował w wiele niespodziewanych wydarzeń i spotkań, to z ręką na sercu mogę powiedzieć, że był naprawdę udany. Nawet pogoda, która sprawiła nam wszystkim ogromnego psikusa, nie była aż taka zła jak się wydawało.

Nie, nie biorę Prozac’u, ani jego pochodnych ;) Po prostu jestem zadowolony z ostatnich dni. Jeszcze tydzień temu nie spodziewałem się, że (niektóre) sprawy potoczą się w taki, a nie inny sposób. Baa, nawet cieszę się, chociaż jeszcze nie skaczę z tej radości pod sufit. Dlaczego się cieszę? Bo traktuję to jak wyzwanie, jak zadanie do wykonania, łamigłówkę do rozwiązania. Tylko dzięki temu będę mógł się sprawdzić, rzucić własną rękawicę przeciwnikowi. A nie ukrywam, lubię wyzwania. Taka już moja natura. Taki mały rycerz-zawodnik jest we mnie ;)

Właśnie zaglądam do kalendarza. Odrobinę zagalopowałem się i jestem w połowie grudnia. Znam osoby, które z przerażeniem spoglądają na środek zbliżającego się tygodnia – oczywiście szanuję te osoby ;) Ja natomiast nie wyobrażam sobie siebie bez „planowania” długoterminowego – celowo w cudzysłowie, bo jak wiadomo wszystko się zmienia jak w kalejdoskopie, ale trzeba mieć porozrzucane boje na morzu, by prąd mógł nimi sterować :)

Będąc już „w grudniu” zaczynam zauważać, że będzie to naprawdę gorący miesiąc. Może dlatego dla ochłody panującej atmosfery pojawiają się opady śniegu? ;)

Udanego tygodnia, a może raczej poniedziałku, bo jak mawiają: jaki poniedziałek, taki cały tydzień ;)


Sobota w krzywym zwierciadle.

29. sie 2009

Sobotni poranek w krzywym zwierciadle? Żaden problem. To, co zazwyczaj irytuje, dzisiaj okazało się złotym środkiem, panaceum na…. Właśnie, na…

Obudziłem się bez budzika o 6:23. chociaż odrobinę zbarwiam, w billingu pierwsze połączenie jest o 6:43, więc spałem 20 minut dłużej. Spokojna sobota trwała raptem 40 minut, ponieważ o 7:23 sąsiad postanowił wyszlifować – teraz idę na intuicję, bo do końca pewien nie jestem – schody, czy coś innego. Nie ważne. Grunt, że hałas temu towarzyszący był niesamowicie ogromny. Dla sąsiada frajda, zwłaszcza że miał słuchawki. Dla mnie i zapewne dla pozostałych mieszkańców pobliskich domków już nie tak różowo. Bo kto by chciał o 7:23 wyskakiwać z ciepłego łóżka, by pozamykać wszystkie okna? Na pewno nie ja, ale innego wyjścia nie było jak tylko sprintem ze startu niskiego wystrzelić ku wczesnym porannym promykom.

Po blisko 3.5 godzinach jednostajnie brzmiącego szlifu pojawiły się dodatkowe takty w tej melodii. Otóż proszę państwa, o godzinie 10:57 zaczął padać deszcz! Mimo że wczoraj po południu zaczęło kropić – co mnie zmartwiło, bo nie byłem pewien czy Tomek ma jakąś kurtkę (przeciwdeszczową), o kaloszkach nie wspomnę ;) Na szczęście większa ulewa wczoraj niet, a Tomek był już w tym czasie w pociągu.
Wróćmy do dzisiejszego dnia. Rozpadało się na dobre, pogoda jak pod psem, taki wczesny październik. Przez najbliższe trzy dni obowiązuje jeszcze sierpień. Sąsiad twardo szlifuje, niezłomnie brnie dalej w pracę, kurzu jakby mniej. To na szczęście zasługa podwyższonej wilgotności powietrza ;)

O! 11:02, przewaga deszczu zwiększa się, sąsiad podnosi głowę ku niebu przeklinając spadające na przyrząd krople. 11:07 nastała cisza. Na dzisiaj przerwa (!?) w pracy. Aż chciałoby się powiedzieć, niech leje do czwartku ;)

Idę na (kolejną) kawę. Chociaż w głowie nadal mi szumi, od szlifierki of course :P


Czas zebrać się do tej przysłowiowej.

2. sie 2009

Ojeju, ale mnie dopadło lenistwo*. I to w takim – dosłownie – gorącym okresie. Najwyraźniej za bardzo pochwaliłem mijający lipiec i to taka mała zemsta – dobrze że nie Zemsta Faraona :PP

Ostatnie minuty pierwszego, sierpniowego weekendu. Trochę wziąłem siły na zamiary, a może to weekend się skurczył? Gubię się powoli, ale nadal mam wrażenie, że jutro jest jeszcze niedziela, a dopiero pojutrze będzie poniedziałek. Ogłaszam zbiorowe poszukiwania utraconego dnia – nagroda? Jeden dzień biernego odpoczynku ;))

Już na poważnie. Praca i obowiązki wręcz dosłownie pukają do mych drzwi, a ja od natłoku spraw udaję że nie słyszę. Co jak co, trzeba się w końcu zebrać do przysłowiowej kupy i dokończyć pewne rozgrzebane projekty. A że nie jestem typem olewacza, jedynie spowolniacza, to czas się wykazać. Mam nadzieję, że efekty będą wyśmienite. Prawda?

* Lenistwo często objawia się niekontrolowanymi napadami głupawki. Owa głupawka czasami nasila się i oto takie mogą być jej efekty. Stąd Maćku, don’t worry, czy to Krzyk 8, czy Piła 10 – to tylko ja :PPP