Daleki byłem od komentowania tego całego cyrku jaki miał miejsce przez ostatnie tygodnie (miesiące!) na Krakowskim Przedmieściu. Na szczęście dzisiaj udało się pozytywnie zakończyć jeden z etapów dekrzyżacyzacji. Jeden, bo jak widzieliśmy w zeszłym tygodniu, łatwo i bezboleśnie nie da się rozwiązać problemu za jednym podejściem. Grupka fanatyków vel. obrońców (sic!) została bezpiecznie odsunięta od feralnego krzyża. Nie obyło się oczywiście bez oporu zebranych, stąd konieczne użycie odpowiednich „środków”. Aż chciałoby się powiedzieć „hurraaaa”…
Ale zastanówmy się teraz jakie nowe reality-show będzie emitowane w telewizjach informacyjnych? Skoro aktualnie każdy serwis informacyjny posiada relację na żywo sprzed Pałacu Prezydenckiego, to co będziemy oglądać za parę tygodni? O ironio, uchroń nas przed czymś równie ciekawym…
Ostatnie dwa tygodnie, to urodzinowa kopalnia. Kto by przypuszczał, że przełom kwietnia i maja obfituje w tyle okazji?
Początek bardziej rozrywkowy, urodziny katowickiego Flow. Goście dopisali, no baa! Zresztą sami zobaczcie!
Tak było w piątek/sobotę, a już kolejnego dnia najważniejsza rodzinna uroczystość, z którą były związane ostatnie tygodnie przygotowań. Osiemdziesiąte urodziny mojej babci. Mimo, że babcia była wtajemniczona w nasze plany, to w dzień urodzin była ogromnie wzruszona. Nie przypuszczała, że będzie jej dane obchodzić tak piękny jubileusz. Rano została przywitana ogromnym bukietem czerwonych róż. Chwilę później kwiaciarnia dostarczyła kolejny bukiet, rozdzwonił się telefon z życzeniami. Dalsze świętowanie odbywało się już według ‘scenariusza’ – dobrze, że udało się wszystko przygotować, chociaż czasu nie było za dużo. Najwięcej gimnastyki było ze znalezieniem restauracji, w końcu sezon komunist… komunijny :)) Kałamarz dał radę. Na szczęście! :)
A dzisiaj? Przeskok pokoleniowy o trzy piętra :) Najmłodsza w rodzinie skończyła dzisiaj roczek :) Pierwszy, okrągły roczek. Z takiej malutkiej kuleczki, stała się małą, piękną damą. Powoli zaczyna już stawiać pierwsze kroczki, mówi tylko ‘mamamamamamamamma…’. Kochana jest. Wszystkiego naj, naj, najj Majuu :))
Kochani, mógłbym rozpisywać się, wklejać wymyślne wierszyki, wymieniać wszystkie dobroci tego świata, ale z tego wszystkiego najważniejsze jest zdrowie. Dlatego właśnie zdrowia i spokoju Wam wszystkim życzę.
Już po raz czwarty każdy z nas może się przyłączyć do akcji Earth Hour: Godzina dla Ziemi. Wystarczy, że na godzinę – między 20:30, a 21:30 – zgasimy światła w swoich domach, miejscach pracy, gdziekolwiek. Pokażmy, że zależy nam na klimacie i na Naszej Planecie.
Nie zapomnijcie także zmienić godziny w zegarkach. Tak, tak, to już tej nocy przesuwamy wskazówki o godzinę do przodu. Teoretycznie, by dzień był dłuższy. Praktycznie? By brakującą godzinę odsypiać przez najbliższe tygodnie? Już nie mam siły zastanawiać się nad sensem zmian czasu. Ważne, że termometr wskazuje coraz wyższe temperatury. Oby do.. lata :)
Wspaniała, nietuzinkowa, czarująca, elektryzująca, szalona, energetyczna – to tylko kilka określeń, którymi można opisać wczorajszy koncert Noviki w katowickim ‘Rondzie Sztuki’.
Kto nie miał okazji uczestniczyć, naprawdę ma czego żałować. Kto jeszcze nie kupił ‘Lovefinder’a', niech biegnie do sklepu. Obowiązkowa pozycja na kończący się karnawał, jak również na nadchodzącą wiosnę.
Dla potwierdzenia moich słów, krótka relacja z koncertu.
Wszelkie prawa do prezentowanych treści należą do jej autorów. Powyższe materiały zostały przygotowane na własny użytek.
Czy Wam także się wydaje, że ta „niedziela” mogłaby się już skończyć? Drugi dzień z rzędu czuję się jak w filmie Harolda Ramisa. Zaczynam się powoli nudzić, a z doświadczenia wiem, że nuda powoduje u mnie lawinę głupich pomysłów. Czasami nawet ekstremalnie głupich. Wczoraj, w zasadzie dzisiaj nad ranem, jeden już się pojawił. Drugi, kilka minut temu się urzeczywistnił. Do trzech razy sztuka? Aż się boję samego siebie :))
Odnośnie czwartku. Tak było przed północą:
A tak po północy – zapewne tak to wyglądało:
Echhhh ;)))
Materiały video znalezione w serwisie YouTube, pozostają własnością ich autorów.
Jasne, długie włosy, brązowe lśniące oczy, średni wzrost, szczupła sylwetka i… ten zniewalający głos….. Oto ona….
To, że ma większe doświadczenie w kartografii – nie zaprzeczam. To, że w kryzysowych sytuacjach może poradzić się swojej „wielkiej dżipiesowej siostry” – nie zaprzeczam. Ale gdy z premedytacją opowiada głupoty i z rozbrajającą szczerością dąży do „celu”, muszę tupnąć nogą. Oto ona….
Niestety, za to co dzisiaj zrobiła, na Mikołaja dostanie rózgę zamiast prezentu. Zdradziecka Siksa, bo tak na nią mawiam, miała ochotę na nie tak małego psikusa. Takie małe fiku-miku, po punkciku. A do tego stówka gratis. Gratis dla Gminy Wrocław, bo Siksa postanowiła poprowadzić mnie z Placu Dominikańskiego w kierunku Mostu Uniwersyteckiego przez… Rynek. Nie dokładnie, ale w bardzo bliskim sąsiedztwie Starego Miasta, ulice Stwosza i Szewska. Grrr. Za głupotę się płaci, ale chyba nie po to korzystam(y) z pomocy nawigacji satelitarnej, by słono płacić za jej błędy. Czas skontaktować się z producentem. Defo.
Kiedyś wspomniałem, że po trzecim dam/dałbym sobie spokój. I chyba jest to jakiś sposób. Ile razy można doświadczać tego samego? Po raz drugi, to deja vu. Trzeci raz? Deja tri?
Dzisiaj trzeci – na szczęście ostatni w tym roku! – piątek trzynastego. O ile dwa wcześniejsze nie niosły za sobą trzynastopiątkowych wydarzeń, tak ten listopadowy obfitował z nadwyżką. Tak jakby z rekompensatą za dwa wcześniejsze. Pech chciał, że w najmniej odpowiednim momencie zepsuł się telefon. Baa, gdyby chociaż się „zepsuł”. Wyświetlacz po prostu rozpłynął się, rozlał i była tylko biała pajęczyna na czarnym tle. Nadal nie wiem co lub kto za tym stał. Nic w niego nie uderzyło, nikt nim nie rzucał. Magia!? Czarna magia piątku trzynastego. Szybki telefon do serwisu Nokii w Katowicach i na szczęście na stanie posiadali części do naprawy. Wskakuję w samochód, jadę do Centrum, oddałem telefon do naprawy. Pan Serwisant zabrał aparat do warsztatu i zaprosił po odbiór za ok. godzinę. Po powrocie, przy odbiorze chciałem zapłacić za naprawę kartą płatniczą. Niestety klątwa P13 (piątku trzynastego) dosięgła także mój bank. Podwójna odmowa autoryzacji płatności. Im więcej technologii, tym człowiek szybciej się gubi. Środki oczywiście są na rachunku, coś nie gra na łączach. W takim razie nie pozostaje mi nic innego jak wybrać się do bankomatu. Sęk w tym, że najbliższy bankomat znajduje się na Stawowej – dawno nie miałem takiej „biegunki” po Centrum jak dzisiaj. Dotarłem do bankomatu, szczęśliwie wypłaciłem pieniądze, odebrałem telefon. Chyba nic więcej nie mogło mnie dzisiaj spotkać? Nie do końca. Wracając do domu trafiłem na największe korki, jakie tworzą się między Katowicami, a Bytomiem. Prosta droga, a po sam horyzont czerwone światła samochodów. Nie dziwię się, że kierowcy są tacy bezmyślni i szaleją za kierownicą. Czerwony działa na nich jak płachta na byka. I kierowca i byk widząc ten kolor dostaje szału i potem wyprawia głupoty. Taka już ich natura.
Wieczór już spokojniejszy, chociaż dzień się jeszcze nie zakończył. Kątem oka podglądam „Jeszcze raz”, a za chwil parę „Domino Day 2009″. Ciekawe, czy dobra passa nie opuści uczestników i uda się kolejny raz pobić rekord. Dwa lata temu odrobinę zabrakło, by poprawić wynik sprzed trzech lat. Czy w tym roku będzie powód do świętowania? Myślę, że nie zasnę przed końcem – raz mi się to zdarzyło, raz wystarczy ;)